Sunday, 1 December 2024

Chujowe cytryny

"Biedne istoty" i "Kochanicę króla" obejrzałam w niewielkim odstępie i bardzo mi się te filmy zgrały. Choć fantastyczna barwność Lantimosa różni się mocno od historycznej opowieści Maïwenn, to bohaterki łączy - jak to nazwać, ratunku, panie Boy? - pogodna niemoralność. Dla Belli seks to zabawa, przejściowy sposób zarobkowania i eksploracja, dla Jeanne - zabawa, zarobek i budowanie pozycji w społeczeństwie. Potem Jeanne znajduje miłość, a Bella siebie, ale ja nie o tym. Żadna z nich nie jest grzesznicą, którą w końcu spotyka zasłużona kara. Żadna nie jest ofiarą, która marzy o uwolnieniu z opresji. Postacie łączy to, że wyciągają ile mogą z sytuacji, w której się znalazły, a ta sytuacja...

Ano właśnie.

Świat - poza domem-laboratorium Godwyna, gdzie została powołana do życia - miał Belli do zaoferowania głównie fiuta. Nie tylko w osobie kochanka czy klientów domu publicznego, ale też miłego narzeczonego (który oświadczył się chyba głównie po to, żeby Bellę legalnie posuwać, bo o więzi na tamtym etapie jej rozwoju trudno by mówić) czy prawowitego małżonka (który zrobił drugie podejście do rozmnażania, skoro tak sobie zaplanował, a niechęć żony była tylko przeszkodą do usunięcia). Świat nie proponował gry w szachy, ujeżdżania koni ani nauki kroju i szycia - świat chciał wyruchać. Bella wzięła ten świat za to, co jej podsunął.

Świat miał do zaproponowania biednej, ładnej Jeanne mniej więcej to samo. W pracy służącej czy guwernantki było tylko kwestią czasu, czy zechce ją zerżnąć pan, czy panicz (lub dwóch), a jej wybór to rżnięcie dobrowolne, możliwie mało obrzydliwe i najlepiej z kimś, kto pomógł jej wspinać się po społecznej drabinie. Świat nie oferował nauki ani bezpiecznej pracy, co więcej, osobę z jej pochodzeniem zostawiał dożywotnio w roli potencjalnej ofiary, z którą fiut stojący (pun intended) nieco wyżej w hierarchii mógł zrobić co chciał. Jeanne poszła ścieżką, na której to ona mogła chcieć - może nie wszystko, ale sporo.

Bez morału.

Starzy ludzie

Była taka sytuacja wakacyjna, że przy śniadaniu w pensjonacie znajomi zmawiali się na podjechanie autem do Janowa i wycieczkę na Śnieżnik, dzieciarnia miała iść wprost z pensjonatu do czeskiego schroniska, a ja się wahałam, do której grupy dołączyć. I kiedy pierworodna zapytała w końcu, co planuję, to powiedziałam, że chyba pojadę na Śnieżnik ze starymi ludźmi. Co usłyszawszy, znajoma nieco uniosła brwi i zapytała, gdzie ci starzy ludzie, to może też by ich zabrała.

Ostatecznie poszłam jednak tam gdzie dzieciaki, choć trochę inną trasą. Dotarłyśmy z pierworodną do schroniska, a tam spotkała mnie instant karma.

Kończyłyśmy otóż jedzenie, kiedy dotarła zasadnicza grupa, a w niej dwie młodsze, spragnione smażonego sera i kofoli. Poszłam do bufetu zamówić - w schronisku jest taki system, że podaje się numer stolika - a potem, jako że byłam już po jedzeniu, siadłam gdzieś indziej. Niezadługo do stolika przyszła kelnerka z dwoma talerzami i zapytała dla kogo; dzieciaki się zgłosiły, a kelnerka na to niepewnie: ...ale to taka starsza pani zamawiała?

Pierworodna to potem opowiedziała w pensjonacie starym ludziom, żeby się poczuli należycie pomszczeni.

Friday, 22 November 2024

Idąc (grafomania)

Kiedyś

Może być tak, że

Nie będę mogła ci świeczki zapalić

Teraz

Nic w ogóle nie mogę

Więc wcale nie będzie smutniej

Sunday, 17 November 2024

Serial Straszenie

Marzy mi się świat, w którym nie namawia się ludzi do robienia dzieci. A już jeśli one są(*), to marzy mi się, żeby przekaz społeczny nie odbywał się w trybie Serialu Straszenie(**):

- Wyśpijcie się póki możecie, bo jak się urodzi...

- Już wam noce przesypia? Zobaczycie, jak będzie ząbkować!

- Póki nie chodzi, to jeszcze jako tako. Za chwilę będziecie musieli mieć oczy dookoła głowy.

- Jak zacznie gadać, to się z rozumem nie pozbieracie.

- Ty się teraz, kochana, pożegnasz z paznokciami i fryzjerem na parę lat.

- Koleżko, nie będzie już chodzenia na mecze - jak żonka została mamusią, to cię nie puści.

- Nooooooo, a jak się wam drugie urodzi...

A przecież dużo mądrzej byłoby pomagać początkującym rodzicom w złapaniu perspektywy: że nocne karmienia, pieluchy i ryki nie trwają wiecznie; że ząbkowanie szybko mija i z czasem nabiera się praktyki; że da się zabezpieczyć mieszkanie przed drepczącym tornadem; że gadanie z maluchem jest nużące, ale satysfakcjonujące, bo można śledzić, jak mu kumatość rośnie. Im bardziej nieprzygotowani wchodzimy w rodzicielstwo, tym bardziej taki rzeczowy przekaz - nawet niepoparty pomocą - pomógłby w utrzymaniu psychicznej równowagi. 

Dzieci też by na tym dobrze wyszły.

(*) W czasie deszczu dzieci się nudzą - copyright: Jeremi Przybora

(**) Serial Straszenie - copyright: Jola


Saturday, 5 October 2024

Primum non nocere

Żeby nie było, że się tak tylko zachwycam czeskim rodzicielstwem - dziś widziałam genialną scenkę w kąciku (a nawet kącie) zabaw przy Targach Rzeczy Ładnych w Hali Stulecia.

Wystąpili:

- dwóch 2-3-latków (możliwe, że bliźniacy),

- ich rodzice lub opiekunowie.

Otóż po serii ekstremalnych, choć pokojowych zabaw typu budowanie niestabilnej wieży z klocków i jej rozwalanie, huśtanie się w dwuosobowym drewnianym bujaku do granic jego możliwości itd., młodzi ludzie wzięli duży miękki kosz po klockach, założyli go sobie na głowy (jeden stanął za drugim) i zgodnym krokiem ruszyli wzdłuż dywanu wyznaczającego kącik zabaw. Doszli do brzegu, płynnie zawrócili i poszli w drugą stronę, po czym powtórzyli to wielokrotnie, cały czas z tym koszem na głowach. Nie wywrócili się, nie pobili, zgrabnie omijali sterty klocków i siedzące przy nich inne dzieci. Obserwowałam to dyskretnie, acz z podziwem. 

A co w tym czasie robili ich rodzice lub opiekunowie? Nic. Nawet nie wiem którzy to.

Wednesday, 2 October 2024

Po cholerę toto żyje

"Rosalie" - niezły film, który mocno rezonuje mi z "Biednymi istotami". Nie fantastyczny i nie tak wizualny, raczej stonowany i realistyczny.

Ale rezonuje, bo Rosalie, trochę jak Bella, osiąga cokolwiek tylko wtedy, kiedy zaczyna mieć - państwo wybaczą - wyjebane na zasady. I choć nie jest tak silna ani tak bezwzględna jak Bella, a kieruje nią bardziej rozpacz niż ciekawość, to prawie by się jej udało... Tylko Rosalie trafia na kogoś, kto wystarczająco mocno nienawidzi ją, jak i wszelkie odstępstwa od (swoich) zasad, żeby skutecznie niszczyć i nie połamać sobie przy tym zębów. A może po prostu Rosalie ma mniej szczęścia? Może też więcej wysiłku włożono w jej wychowanie, przy okazji podcinając (tak, to to słowo) na zawsze jej pewność siebie? 

Zresztą zakończenie nie przesądza. 

Monday, 1 July 2024

Nie tak się umawialiśmy

Pod wpływem dyskusji na FB u Jakuba Chabika odkryłam analogię między feudalizmem a patriarchatem.

 Z feudalizmem było jakoś tak, że się ludzie umówili: komuś lepiej wychodzi uprawa kapusty, a komuś machanie mieczem - więc ten od miecza będzie bronił tamtego drugiego w razie najazdu obcych, a w zamian dostanie trochę kapusty. Działało z początku nieźle, a potem osobnicy z mieczami odkryli, że mogą zażądać od swoich jeszcze więcej kapusty, bo mają miecze. Z czasem było już tylko gorzej - coś, co miało być rozsądnym podziałem zadań, wygenerowało w jednych poczucie wyższości i bezkarności, a drugim skrajnie utrudniło życie na wiele pokoleń. Co więcej - taki układ zaczął blokować postęp, bo po co wymyślać bardziej efektywne metody uprawy kapusty, skoro i tak zabiorą? Po co doskonalić walkę mieczem czy handel kapustą, skoro nawet po najeździe Tatarów i tak uda się coś tam od swoich wydębić, a jak się wydębi wystarczająco dużo, to na utrzymanie siebie i rodziny zawsze wystarczy?

Dokładnie tak samo widzę patriarchat. Z łowiecko-zbierackiej równości mężczyźni przeszli do decydujących i cięższych prac nad uprawą roli, a kobiety przejęły bezpieczniejsze acz żmudniejsze doglądanie dzieci, zapasów i obejścia. Dotąd OK; potem mężczyźni odkryli, że mogą w ten sposób rządzić, decydować i urządzać się wygodnie, a kobiety zaczęły tracić prawo własności czy stanowienia o sobie, za to zyskiwały coraz więcej obowiązków. Tu też efekt netto zrobił się nieciekawy, bo i przemoc, i blokowanie pomysłowości 1/2 społeczeństwa, która to 1/2 - zbyt mocno stłamszona i przeciążona - zobojętniała na możliwości rozwoju, choćby w tym, co się jada (kuchnia chłopska była, zdaje się, dużo bardziej monotonna, niż wynikało z samego niedostatku czy niewiedzy); na dbanie o dzieci też brakowało nieraz zasobów fizycznych i mentalnych (a mówimy o czasach sprzed szczepień czy antybiotyków, kiedy przeżywalność dzieci dramatycznie zależała od sił, umiejętności i staranności matek). Stosunek do pana-męża trafnie oddawało natomiast śląskie "dychniesz za gdowy".

Inspiracje:

Kveta Legatova, "Żelary"

Melchior Wańkowicz, "Szczenięce lata"

Kamil Janicki, "Pańszczyzna"

Joanna Kuciel-Frydryszak, "Chłopki"